Pierwsza broszka powstała trochę z fascynacji haftem wstążeczkowym :) No tak, mój wytwór go nie przypomina, ale to właśnie nim się zainspirowałam. Nie mogę się wręcz napatrzeć na te wszystkie gałązki "usiane" drobnymi kwiatuszkami. Zamarzyło mi się kwitnące na różowo drzewko, takie jak to:
Zdjęcie zrobiłam w zeszłym roku przed przedszkolem 4 kwietnia... W tym roku chyba muszę poczekać na ten cudny widok jeszcze trochę :(
Wracając do wstążeczkowego haftu, to nie powiem, próbowałam, ale jakoś poprzestałam na jednym drobiazgu - na razie :) Postanowiłam więc wykorzystać to co miałam pod ręką czyli to, co ostatnio mnie opanowało - filc, koraliki i kordonki. Machnęłam kilkadziesiąt francuskich supełków w zadziwiającym mnie samą tempie. Przypomniało mi się przy tej okazji jak uczyłam się tych knotów. Nie wiem jak dla innych hafciarek, ale dla mnie ta "sztuka" została opanowana w bólach i niecenzuralnych wyrażeniach :) Potem ponaszywałam koraliki, dodałam trochę zieloności, żeby było bardziej wiosennie i powstał taki obrazek, który można sobie przypiąć gdziekolwiek i nosić wiosnę przy sobie:
Kolejne - też kwieciste:
Wiatr hula w kominie, więc pewnie niebawem powstaną następne :)
Pozdrawiam ciepło,
Julia
Ale cuda stworzyłaś! :) Podziwiam za każdy przyszyty koralik i zrobiony supełek - dla mnie to czarna magia ;)
OdpowiedzUsuńPogoda Nas nie rozpieszcza ;/ Warto spojrzeć na taki piękny widok i przywołać wiosnę :)
OdpowiedzUsuń